W środę 17 stycznia 1945 roku w mroźną, śnieżną zimę 67 tysięcy ludzi stanęło na ostatnim generalnym apelu w Auschwitz. Tuż po nim wypędzeni - ruszyli marszami śmierci znacząc trasę krwią i ciałami zmarłych. Międzynarodowy Dzień Pamięci o Ofiarach Holocaustu to taki plaster na zbolałe dusze po śmierci sześciu milionów ludzi. Bardzo osobisty plaster, bo przecież ich twarze stoją przed oczami na co dzień.
Błogosławionej pamięci Tosia Silberring przeżyła tamto zimowe piekło razem z czwórką innych dziewczyn z tysiąca maszerujących, Stelli się udało i wcale w nim nie szła - obie ratowane przez Schindlera. Tosię wściekły przypadek porzucił na oświęcimskiej rampie. A Stellę taki sam przypadek wyrwał wprost z objęć Cyklonu B w komorze gazowej Birkenau i wysłał do Oskara. Obie przeżyły.
Kiedy pierwszy raz w życiu, bardzo niechcący, stanąłem na rampie w Birkenau - niemal namacalnie dotykałem dziecięcych śladów moich żydowskich przyjaciół - Tosi, Stelli i wielu innych. Nawet nie próbowałem myśleć jak to było i jeśli kiedykolwiek w życiu się modliłem, to tam modliłem się naprawdę czując szumiący w uszach skowyt bezbronnych milionów. I tych dwóch małych dziewczynek.
Tosia umarła w 2010, Stella pięć lat temu.
Kiedy pierwszy raz w życiu, bardzo niechcący, stanąłem na rampie w Birkenau - niemal namacalnie dotykałem dziecięcych śladów moich żydowskich przyjaciół - Tosi, Stelli i wielu innych. Nawet nie próbowałem myśleć jak to było i jeśli kiedykolwiek w życiu się modliłem, to tam modliłem się naprawdę czując szumiący w uszach skowyt bezbronnych milionów. I tych dwóch małych dziewczynek.
Tosia umarła w 2010, Stella pięć lat temu.

Stella mówiła, że nie wierzy w Boga. Poróżnili się
chyba w getcie, albo w Auschwitz, a może dopiero w Brünnlitz. Stella mówiła,
„mi się to nie śni, ja to stale mam” i odpalała papierosa od papierosa. Stella
mówiła o swoim życiu, tak jakby oglądała je przez szybę. To ją pewnie
uratowało, z tym, że ona tę szybę polizała i kiedy trzeba było rozbiła. Ona ją
polerowała tak, jakby wchłonęła w siebie wszystko to, co widziała i czego
doświadczyła, a potem objęła wspomnienia każdą komórką swego schorowanego
ciała. Żeby nie wypuścić, żeby przykryć i zdusić, żeby ochronić. I żeby nie
zapomnieć. Żeby nikt nie zapomniał. Stella była piękna.

Nigdy nie zapomnę o dzieciach wyrzucanych przez okno z Kinderheimu, o kolejnych ucieczkach od śmierci, o Płaszowie, Auschwitz, Brünnlitz, o spojrzeniu beznamiętnym znad miski z zupą na egzekucję Willego „Mördera”. Nigdy nie zapomnę o powrocie do kraju, o całowaniu ziemi przez Tateńka i o tym wszystkim, co się potem stało. Nigdy nie zapomnę palącej papierosy, częstującej jedzeniem, uśmiechniętej Stelli, która z takim, tylko sobie właściwym ciepłym uśmiechem mówi: „Kochanie…”. Mimo bólu i cierpienia, z którym zżyła się przez lata.
I myślę sobie tylko, żebyś teraz już wybaczyła panu
Bogu, bo On przecież i tak się strasznie za to wszystko wstydzi.